Się żyje. W pracy po staremu. Trauma pt. "ankiety" już za mną (chyba); za to zbliżają się egzaminy próbne, więc sobie wypracowań poczytam za wszystkie czasy, a najpierw posiedzę i popatrzę jak rzeczone się pisze. Na szczęście atmosfera jest wesoła, tańce godowe odbywają się pod moją nieobecność, a ferie coraz bliżej.
Remontuję. Tzn. remontuje pan Jacek, a ja doglądam. I jakoś idzie. Jutro powinienem zobaczyć na ścianach pierwsze płytki. Pustki w portfelu już zauważyłem.
Zauważyłem też, że z prostej rzeczy, jaką jest wpis hipoteki do księgi wieczystej, urządzić niekończącą się opowieść. Wystarczy tylko wystawić jakiś dokument jeden dzień za wcześnie... Oczywiście zauważenie takiej gafy zajmuje gościom z sądu 35 dni, więc pewnie zauważenie, że druga wersja doszła, zajmie z 370. A poza tym wszyscy zdrowi.
Zasypało nas solidnie i zaskoczyło drogowców. Śnieżek śliczny jest, prawda, ale może by go jednak usunąć z dróg (tudzież parkingów)? Hm?
Na szczęście szykuje się ciekawy weekend. Najpierw tradycyjny wieczór planszówkowy (z odwieczną zagadką: czy zbierze się szóstka do GoTa?), a jutro, po pracowych warsztatach, Martkowe urodziny (lekko przesunięte, ale kto by w dobrym towarzystwie zwracał uwagę na takie detale?).
A w ramach międzopracowego odmóżdżania odkryłem serial Merlin, w którym słynny czarnoksiężnik spędza czas czyszcząc zbroje przyszłemu królowi Arturowi (królu Arturu?), konwersuje ze smokiem (gadającym głosem Johna Hurta) i puszcza magiczne oczka, przy okazji ratując skórę swojemu pracodawcy. Miodzio. Zwłaszcza, że nigdy nie wiadomo, czy efekty specjalne wbiją w fotel, czy rozśmieszą do łez...
Piosenka na dziś: 25 Minutes To Go
10 września 2014
11 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz