wtorek, 27 kwietnia 2010

A Room with a View

Stało się. Jak już pewnie wiecie, zacząłem zapuszczać korzenie w nowym miejscu. W sumie miałem czas przyzwyczaić się do tej myśli (wszak remont i urządzanie ciągnęły się 3,5 miesiąca), ale tak naprawdę nie było to wcale takie proste.

I wcale nie jest takie proste odnaleźć się w roli gospodarza. Nie dość, że za wszystko się odpowiada, to jeszcze za wszystko samemu trzeba płacić. No i samemu trzeba reperować różne rzeczy.

A poremontowego reperowania ci u mnie dostatek. Kiedy już uporałem się (z grubsza) z przeciekającą kabiną prysznicową, musiałem poprzewieszać lampy (które oczywiście miały inne mocowania, więc trzeba było na nowo wiercić dziury w suficie). W związku z powyższym trzeba było znowu pomalować kawałek sufitu. Który już, mimo przyklejonej siatki, zaczął pękać.

Rzecz jasna ciągle odkrywam nowe niedoróbki, rysy, obicia i zadrapania. Ale co mi tam. Moje niedoróbki, moje obicia. Kiedyś doprowadzę to wszystko do porządku. W porównaniu z tym, jak to wszystko wyglądało jeszcze dwa miesiące temu, jest bosko. I na tym poprzestanę.
A tymczasem dopadł mnie jakiś wiosenny wirus i odebrał głos. Na szczęście lekcji wczoraj nie miałem, a na dzisiejszych mogłem poratować się testem. Przed następnymi chyba zdążę się wykurować. A jak nie - będzie test. Wesołe jest życie lektora...

Piosenka na dziś: Sweet Home Alabama

2 komentarze:

Maciek pisze...

Podczas parapetówy przetestujemy wszystkie niedoróbki, obicia i rysy :)

marcinuz pisze...

A proszę bardzo! Zrobimy konkurs, kto znajdzie ich najwięcej :)