środa, 14 października 2009

November Rain

A nie, przepraszam, zmyliły mnie te tropiki za oknem. Powinno być October Rain.

Wrócilimy do szkolnej codzienności. Znowu wieczory z grupami zasłuchanymi w każde nasze słowo, znowu kaganek oświaty dający po oczach. Jest nieźle. Gdyby jeszcze do roboty nie trzeba było przedzierać się przez zamiecie i zawieje, byłoby super. Zwłaszcza, że co krok wpada się na jakiegoś Bandytę.

Do grona Bandowych gospodarzy dołączył właśnie Ędrju. Co prawda frekwencja nie dopisała, ale atmosfera jak najbardziej. Było pięknie. Zabawę okraszały kulinarne czelendże Zoli i Kasztana oraz perełki z listy "Najbardziej chujowych teledysków w historii" (czy jakoś tak).

Kończymy eliminacje do mistrzostw świata. Całkiem możliwe, że wygramy. O ile, rzecz jasna, Słoweńcy nas zmotywują. Ja już jestem zmotywowany. Będę oglądał nowego Dextera.

Piosenka na dziś: Force of Nature.

3 komentarze:

Maciek pisze...

Na pocieszenie dodam, że gdyby wziąć pod uwagę stosunek rzutów rożnych wykonywanych przez reprezentację Polski i ich przeciwników w eliminacyjnych meczach, to niemiłosiernie deklasujemy rywali i zajmujemy bezdyskusyjnie pierwsze miejsce w grupie. A mówili, że Polska Myśl Szkoleniowa jest słaba!

Brittabella pisze...

October Snow raczej...

marcinuz pisze...

@ Maciek: trzeba postarać się o subtelną zmianę przepisów i wszystkie puchary będą nasze!

@Brittabella: będzie lepiej, będzie lepiej, będzie...