poniedziałek, 7 czerwca 2010

Długi

Był, był, był i już go nie ma. Ale za to był taki, że ja pierniczę.
Po sennym, rodzinnym początku, w piątkowy wieczór przyszła pora na świętowanie dziesiątej rocznicy osiemnastych urodzin Kasztana. Grom i zabawom (i piciu piwa) nie było końca. Solenizant najpierw przeszedł przez przygotowany przez Olę, Nataszę i Martkę tor przeszkód, za co dostał oficjalne Świadectwo Niedojrzałości i zapas soczków Tarczyn. A potem to już gra w Bandomanię i konsumpcja w dobrym towarzystwie.
Sobota znowu sennie (chociaż kilkoma ekscytującymi momentami). Jakoś trzeba się było po imprezie pozbierać.
A w niedzielę udało mi się ruszyć dupę i pojeździć po wertepach Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Jeździliśmy po słynnych polskich drogach.

Byliśmy, gdzie strumyk płynie z wolna.

Bezbłędne oznaczenia kierowały nas wprost do celu.

Aż w końcu do niego dotarliśmy. W sumie - 30km na liczniku, przysmażona tu i ówdzie skóra, i odciski na dupie. Było warto!
Ogólnie, zajebiście, zwłaszcza, że lato się wreszcie pokazało. Tylko kiedy następny taki długi?

Brak komentarzy: