wtorek, 6 maja 2008

TWARDZIEL

A było to tak:
wczesnym rankiem (czyli około 11) w zeszły wtorek ostatecznie trafił mnie szlag, złapałem za parę kluczy (w tym jeden francuski) i wymieniłem w mojej bryce termostat (który potem okazał się sprawny, co oznacza, że teraz trzeba się będzie wziąć za czujniki temperatury płynu chłodzącego, ale mniejsza z tym). Ciężkie boje trwały jakieś pół godziny, po których nastąpił triumfalny marsz do domu ze starym termostatem pod pachą. I już po paru minutach zauważyłem, że zaginął gdzieś po drodze najpotrzebniejszy klucz; zaginął bez wieści i nie odzywał się przez następne sześć dni. Już go odżałowałem, opłakałem i prawie zapomniałem, kiedy wczoraj, podczas przecierania szyb odnalazł się na plastiku zaraz pod wycieraczkami. Skubaniec przejechał tak ponad 100km, zwiedził 3 miasta i spędził 6 nocy pod gołym niebem. To się nazywa twardziel! ;)

5 komentarzy:

Brittabella pisze...

Ach, wiosna, ach szaleństwo! Być takim kluczem choć na momencik...

marcinuz pisze...

Taaa, wiatr we włosach (jak ktoś ma włosy :D) i takie tam... Niektórzy to żyją...

Anonimowy pisze...

Boooorn to be wiiiild!

Dzisiaj nie idę do pracy. Wcisnę się komuś pod wycieraczki i jazda! Tak jak Twój klucz.

Pozdro,
Kasztan

Brittabella pisze...

Hm.. Kasztan za wycieraczką... interesujące :P

marcinuz pisze...

Kasztan: powodzenia we wciskaniu się. Chciałbym to zobaczyć!:P