
Czyli po ptokach. LM wygrała drużyna, której nie cierpię (byłem przeciwko nim nawet wtedy, kiedy w finale łoił im Milan). Mina Rio Ferdinanda ze zdjęcia obok chyba najlepiej oddaje mój nastrój. Cóż, zawiodłem się. ManUtd grał niemrawo, za mało agresywnie, bez pomysłu. A Barca swoje. I wystarczyło. Niestety.
(To są wrażenie po 1-szej połowie; na drugą się nie skusiłem.)
W każdym razie, sezon był bardzo ciekawy, zwycięzcy na swoje trofea zasłużyli (Liverpoolowi na otarcie łez pozostaje wspomnienie triumfu na Old Trafford [4-1, na wypadek, gdyby ktoś zdążył wyprzeć to z pamięci]), a następny zapowiada się wielce interesująco.
Piosenka na dziś: What Happened Yesterday (a miało być: Celebration Day)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz