czwartek, 4 września 2008

Itsy-bitsy


 Jako fan (dobrych) komiksowych adaptacji miałem do poniedziałkowego wieczora jedną wielką dziurę. Która była tyle niewytłumaczalna, że dotyczyła filmu, który (co w przypadku filmów komiksowych jest rzadkością) spodobał się i krytykom, i fanom, i postronnym oglądaczom filmów. Chodzi rzecz jasna o Spidermana.

Podchodziłem do Spideya (Spidiego?) jak do jeża. Trudno powiedzieć, dlaczego. Może to moja arachnofobia? Wha'eva. Przełamałem się. W bestowej wideotece zaopatrzyłem się od razu we wszystkie trzy części i zabrałem się do oglądania.

I spodobało mi się. Od samego początku. Inteligentne wprowadzenie, trafny dobór aktorów (Tobey Maguire jako Peter Parker jest kapitalny, płynnie przechodzi przez wszystkie fazyhistorii Spidermana; Willem Dafoe, Alfred Molina, Thomas Haden Church i Topher Grace jako szwarc charaktery radzą sobie niezgorzej, ze wskazaniem na pierwszych dwóch; a w tle mamy jeszcze Kirsten Dunst jako przyjemny ozdobnik), robiące wrażenie efekty specjalne. A całość bardzo zgrabnie i logicznie złożona (co niestety nie jest regułą w Hollywood), podlana sporą dawką humoru i autoironii. 

Najbardziej spodobała się mi część trzecia, z najbardziej skomplikowaną fabułą i dynamicznie zmieniającą się sytuacją. Ciemna strona mocy kusi nawet Spidermana, a złoczyńcy okazują się nie tacy źli, jak nam się na początku wydaje. Chociaż sam film mógłby być dłuższy, a poszczególne wątki bardziej rozwinięte--jak to zrobili ostatnio w Mrocznym Rycerzu.

Całą serię wyróżnia też konsekwencja: żadnych przeskoków, żadnych niespójności. #2 zaczyna się tam, gdzie urwał się #1, itd. 

Czekam na #4.

5 komentarzy:

Brittabella pisze...

I znów film dla chłopaków...

marcinuz pisze...

Dobra. Jutro będzie o filmie dla dziewczyn. Słowo harcerza!

Brittabella pisze...

Trzymam cię za słowo...

Maciek pisze...

Tylko pytanie się w mej jaźni rodzi - które filmy są tylko dla dziewczyn?

marcinuz pisze...

Kwestia marketingu. To te, które są reklamowane jako "filmy dla dziewczyn".