poniedziałek, 27 października 2008

Czerwone górą

 Chciałbym tylko zauważyć, że w wyspiarskiej lidze wydarzyło się coś ciekawego. A mianowicie pewien zespół z Liverpoolu wybrał się na wycieczkę krajoznawczą po Londynie, zatrzymał się na stadionie niejakiej Chelsea (też mi pomysł, żeby dawać klubowi piłkarskiemu dziewczyńskie imię!) i puknął miejscowym między oczy, zabierając do domu trzy punkty i pierwsze miejsce w tabeli. Kasztanu sugeruje, że krótka ławka sprawi, że czerwoni w końcu spuchną i oddadzą prowadzenie jego diabełkom. Być może. Ale póki co możemy czuć się jak zwycięzcy. I nikt nam tego nie odbierze.

W kraju przebrzydłej Legii udało się pokonać Wisłę. Cuda się w tym meczu działy, bramkarze bronili strzały z metra, a piłkarze biegali, jakby to nie była Ekstraklasa, tylko Primera Division. Dziwne. Dawno takiego dobrego meczu w wykonaniu lokalnych kopaczy nie widziałem. I długo pewnie nie zobaczę. W PZPN leśne dziadki wybierają spośród siebie nowe władze. Ech, jakby jako wymaganie dla przyszłego prezesa wprowadzić publiczne przesłuchanie z wykrywaczem kłamstw, może by coś z tego było. A tak...

4 komentarze:

Brittabella pisze...

Ale notka chłopacka. Nic nie naipiszę w komentarzu!

marcinuz pisze...

I dobrze! Nie potrzebujemy dziewczyńskich komentarzy do chłopackich notek! :P

Maciek pisze...

Bo w naszej bandzie to są sami chłopacy!

marcinuz pisze...

ciiii, bo nas feministki zaatakują!