wtorek, 16 grudnia 2008

Karatetyka

 Tak właśnie, drogie dzieci, spędzam piątkowe wieczory. W kabinie z moją konkabentką. Tudzież na wykładach medycyny dla opornych (ostatnio dowiedzieliśmy się, gdzie dokładnie znajduje się mózg i jak siedzieć na krześle, żeby nie skończyć z cewnikiem). Jest pięknie i miło ogromnie, chociaż jak się trafi rzeźnia w postaci opowiadania horrorystycznego o trofoblastach, para idzie uszami i nic nie widać przez szybę w kabinie...

A obywatelka Nosowska właśnie wydała płytę z piosenkami do tekstów Osieckiej. Muszę przyznać, że za piosenkami Osieckiej nie przepadam. Za to Nosowską połykam w całości. I co? Ano wielki szacun dla Katarzyny. Udało jej się (do spółki z jej Unisexblues Band) zgryźć nawet tak twarde orzechy, jak przesłodzone kompozycje Seweryna (tfu!) Krajewskiego. Dzieje się tu sporo, w tle i na pierwszym planie. Nosowska wygina swój głos na sposoby, o jakie przeciętny słuchacz Heya wcale by jej nie podejrzewał, a zespół próbuje dotrzymać jej kroku, generując dużo dziwnych dźwięków, balansując na granic rocka, jazzu, latino, a momentami nawet kontrolowanych dysonansów w stylu muzyki mocno współczesnej. I pomyśleć, że zaczynała jako prosta grandżówka...

2 komentarze:

Brittabella pisze...

Cały piątek tak siedzisz ze słuchawkami na uszach? Se słuchacie czegoś czy jak?

Co do Nosowskiej to ja ją bardzo poważam. Respect.

marcinuz pisze...

No, połowę wieczoru. Tak se słuchamy różnych utworów, np. "choroby przysadki" czy nieśmiertelny przebój dyskotek "biosynteza białka". Jest kul, zwłaszcza, że Gosia rox.