środa, 31 grudnia 2008

Na trzeźwo

Wczoraj wreszcie, międzyświątecznie, zebrała się Banda.

Na wstępie wszystkich wyściskał Kasztanu, który najwyraźniej mocno się za nami stęsknił, przebywając na bożonarodzeniowym wygnaniu na dalekim wschodzie. Później było już zwyczajowo. Ponarzekalim na jakość obsługi w Avanti (które nie miało wczoraj na stanie nawet Pilsnera!), pojedlim (choć dla niektórych zabrakło pierożków do rosołu), pogralim w Mafię, porobilim hałasu na całą knajpę. A na końcu doszlim do wniosku, że bez sensu, że Banda nie organizuje własnego Sylwestra. Może w przyszłym roku?

Brittabella twierdzi, że wszystkie chłopy jednakie. A ja twierdzę, że absolutnie nie. Znam jednego, co kibicuje Man Utd. A nawet takiego, co woli AC Milan. A, jak dobrze się przyjrzeć, jeszcze są tacy, którzy lubią (tfu!) Arsenal. Co świadczy o dużej różnorodności w męskim świecie i przeczy tezie postawionej przez pannę Brittabellę i jej koleżanki. Howgh!

Wypadałoby, z racji specyficznej daty, dokonać jakiegoś podsumowania... Tak więc, w roku 2008...

1) skończyłem przebrzydły UŚ. Nawet dyplom mi dali. Co za rozkosz, że teraz do Sosnowca jeżdżę jedynie na tłumaczeniowe zbiórki w CST!

2) w związku z powyższym przeszedłem na pełny etat w Beście i rozpocząłem działalność (baczność!) gospodarczą (spocznij!). Płacę ZUS, płacę, NFZ, płacę podatki. Jest zajebiście. Zwłaszcza, jak machnę się w księdze p-r.

3) Kasztanu wciągnął nas (tzn. Kubka, Kudłatą, Martkę i mnie; Misia wciągnięta była już chyba wcześniej) w świat GoTa, growo i książkowo. Osiągnęliśmy nowe poziomy geekowstwa. Jest pięknie. Następnym razem gramy we wtorek (obecność obowiązkowa!); do tego czasu powinienem rozprawić się z tomem 3.2. (kwestia ręki Jaimego pozostaje nierozwikłana).

4) opuściłem gniazdo rodzinne i zadekowałem się tymczasowo na ulicy Braterskiej. Da się przeżyć. Może w 2009 uda się wydębić kredyt na własne lokum?

5) zacząłem blogować. I, o dziwo, jeszcze nie przestałem. Duża w tym zasługa zaprzyjaźnionych bloggerów, którzy nieustannie motywują do dalszej pracy.

6) wpadliśmy w kryzys. Niektórzy odczuli to bardziej (np. ci z nas, którzy uczą po firmach), inni mniej. Na szczęście zaciskanie pasa jeszcze na dobre się nie zaczęło. I miejmy nadzieję, że nie zacznie.

7) w dobrym stylu powrócil rockowo-metalowi herosi: Metallica i AC/DC. Jest nadzieja, że nie pogrzebie nas plastik.

8) klimat się ocieplał, wojny się toczyły, politycy się naparzali, grała muzyka.

I życzę Wam wszystkim, żeby następne podsumowanie nie było gorsze od powyższego.

10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

zglaszam reklamacje i to od razu z fochem do punktu 3.
Martka

marcinuz pisze...

Że, przepraszam, co? ;-)

Brittabella pisze...

Co do stwierdzenia, że "wszystkie chłopy jednakie", to nie jest ono moje, a taty Ginewry :)

marcinuz pisze...

tak tak, ale zgodziłaś się z tym zdaniem i pomówienie to upowszechniłaś na blogu :D

Brittabella pisze...

Co racja to racja. Ale nie ja jestem autorem. Na wypadek dalszej i szerszej publikacji :P

marcinuz pisze...

oki, jak będzie wychodzić książka, to odnotuję to w przypisach :P

Anonimowy pisze...

foch zostaje, wszystkiego dobrego w dniu Urodzin (gdyby nie bylo focha, to bym napisala najlepszego)
Martka

marcinuz pisze...

Hehe, ale ja nie mam urodzin w zimę, tylko na wiosnę :D
A fochy na mnie nie działają, będziesz musiała wymyślić bardziej radykalną zemstę :P

Maciek pisze...

Tak Ci tylko liczbę komentarzy podbijam i melduję, że się zaktualizowałem blogersko.

marcinuz pisze...

to gratuluję i spieszę czytać!