piątek, 1 sierpnia 2008

Friday, bloody Friday


Dzisiaj będzie eklektycznie.

***

Zaćmiło nam słońce. Co prawda tylko na chwilę i do tego zaledwie częściowo, ale zawsze coś. Oczywiście, zawsze znajdzie się jakiś malkontent, który będzie twierdził, że nie tylko słońce nam zaćmiło i że akurat to zaćmienie ani nie jest chwilowe, ani częściowe. Fakt, ale w piątek malkontentom (jak i parówkowym skrytożercom) mówimy stanowcze nie! W końcu jeszcze moment, a będzie łikend...

***

Warszawiacy czasem się zastanawiają (jak ich akurat najdzie nastrój na myślenie), dlaczego reszta Polski za nimi nie przepada. Cóż, nie mnie wyrokować, nie sędzią jestem, a prostym rejtere, ale: od kilku lat prawie wszystkie czynniki oficjalne, od władz po media, intensywnie promują imprezę militarną pod tytułem Powstanie Warszawskie. Fajnie, nic w tym złego, niech się szczeniaki uczą historii (zanim zaczną ją pisac "chistoria"). Ale, na bogów, trochę umiaru! Dzisiaj kilku panów uczonych usiłowało mi wmówić, że owo powstanie było w istocie bitwą o Polskę, nie tylko lokalnym zrywem i właściwie zadecydowało o dalszym przebiegu wojny, bez względu na to, że połowa kraju już żyła wtedy pod ruskimi. Odnoszę wrażenie, że warszawiaki systematycznie nam tę drugą wojnę podkradają i niedługo w podręcznikach historii daty się nieco pozmieniają i wojna zacznie się pierwszego sierpnia, ograniczy swoim zasięgiem do stolicy i skończy, jak Pan Bóg przykazał, po trzech miesiącach... Już się szykują podobno dwa oparta na faktach (ani chybi autentycznych) filmy. Pożyjemy, zobaczymy. Albo i nie.

(W radiu jeden facio właśnie stwierdził, że psychologicznie, to Warszawa wygrała tę wojnę. Miodzio. To musiała być straszna wojna nerwów, ta druga światowa...)

***

Wracając do prozaicznej teraźniejszości. Naszej Wiśle kochanej znowu poszczęściło się w losowaniu. Jeśli uda się przejść tego nieszczęsnego Beitara, pogra sobie z Katalończykami z Barcelony. Nie mogę się doczekać, aż znowu udowodnimy wyższość polskiej myśli trenerskiej, wyższość naszych kopaczy i kibiców. Właściwie to Barca przeżywa taki kryzys, że powinni mecze oddać walkowerem i zaoszczędzić sobie wstydu. 

***

Oj, czyżby do mojego bloga wdarło się malkontenctwo?

***

Lekarze z American College of Emergency Physicians wydali ostrzeżenie o niebezpieczeństwach, jakie czyhają na ludzi, którzy pisania SMS-a nie przerywają nawet podczas przechodzenia przez ulicę. Okazuje się, że jeśli nie uważa się przy przechodzeniu na drugą stronę ulicy, można wpaść pod auto. Wiadomość tak mnie zszokowała, że profilaktycznie wyłączyłem komórkę. A nóż-widelec naszłaby mnie ochota na jakieś brawurowe zagranie (a brawura, nauczył mnie kiedyś podręcznik do polskiego, to nie odwaga!).

Dzieci, pamiętajcie! Najpierw patrzymy w lewo, potem w prawo, potem jeszcze raz w lewo, a na koniec zaglądamy na GPSa, żeby się upewnić, że rzeczywiście chcemy przejść na drugą stronę. Ostrożności nigdy za wiele!

***

Swego czasu przeczytałem na pudełku od czajnika elektrycznego ostrzeżenie, że zawartość (czajnika, nie pudełka) może być gorąca. To chyba było już jednak za dużo...

***

Mój idol Kazimierz Staszewski został dziadkiem. Jezusmaria! Czy ja naprawdę jestem już taki stary?

***

PO ma podobno plan odwołania prezydenta. Jak to szło? "Donald marzy..."?

PiS domaga się powołania komisji śledczej.

Oj! Oj! Jo!

***

Znowu wraca Mumia. Tym razem będzie o tyle oryginalnie, że w "Mumii" żadnej mumii nie będzie, tylko terakotowa armia. No, a mówią, że popcornowe kino jest mało kreatywne...

4 komentarze:

Brittabella pisze...

Idę się upić. Kazik dziadziem... fuck... już z naszej półki wybierają, panie dziejku...

A co do Warszawy, stolycy naszej i jej mieszkańców - lubię jak z Wawy nadają prognozę pogody - na mapie jedynie Mazowsze w słońcu, reszta kraju pod chmurami, a piękna pani rzecze "Jutro wszędzie piękna pogoda.". Taaa, wszędzie, jakiż ten kraj mały, nie? A my tu na Śląsku już chyba autonomię mamy...

I taki dowcip mały: Dwóch Warszawiaków w pewne letnie popołudnie przechadza się Marszałkowską:
-Tato, co tu tak pusto? Gdzie są wszyscy?
-Cóż, synu, wakacje, wszyscy Warszawiacy wyjechali do domów. :P

Do zobaczenia. Nie w stolicy bynajmniej ;)

marcinuz pisze...

A ja pamiętam pana redaktora, który (kiedy u nas szósty dzień padało) stwierdził, że jutro dalej będzie świetna pogoda... autonomia jak ta lala :D

...do zobaczenia...na szczęście nie w stolicy :)

Maciek pisze...

Ale żeś, koleżko, posta strzelił jak się patrzy!

No jak Kazik dziadkiem został, to się porobiło! Teraz już będzie śpiewał 'Gdy nie ma w domu wnuków...'.

A Wisła, nomen omen, popłynęła. Ludzie mówią, że z Barceloną będzie ciężko. A ja mówię, że Wisła nie popchnie nawet tego Beitaru w rewanżu.

A na nowej 'Mumii' byliśmy dzisiaj. Krótko mówiąc, poziom z poprzednich dwóch odcinków utrzymany. No, może ciut słabszy. Ale fanom mumijnych przygód polecam.

marcinuz pisze...

Hmmmmmm, poziom Mumii siłą rzeczy nie mógł być utrzymany, bo nie ma Rachel Weisz; jakże to tak? Mumia bez mumii i do tego bez Rachel??? Poprzednie części obejrzałem z przyjemnością, ale ta... hmmmmm
cu @dominoes ;)