niedziela, 3 sierpnia 2008

A wczora z wieczora...


  ...zebrała się ekipa z bestowego (i nie tylko) dwora. Zebrała się pod Naszym Domem, by (via żabka) znaleźć się w domu panny Anny, zwanej dalej panią gospodarz.

To, co zobaczyliśmy na miejscu, było przerażające. Stół aż uginał się od kanapek i cusiów na patyczkach. Ekipa błagalnie spojrzała na naszego kulinarnego Guru, ale Guru stwierdził, że męczy go już ten stereotyp i zamknął się na chwilę w sobie. Kiedy się otworzył, pojawił się Kubek z Sałatką (albo wręcz Sałatka z Kubkiem). Dzieło to było tak cudnej urody, że początkowo baliśmy się go dotykać. Gdy wreszcie się przełamaliśmy, okazało się, że Sałatka jest całkiem-całkiem. Tylko nijak nie dało się w niej odnaleźć ananasa. Hmmm. To pewnie wina MAFII, która chwilę potem zaczęła rządzić.

MC Kasztanu dzielnie prowadził narrację, ze szczególnym uwzględnieniem wymyślnych sposobów przejścia na tamten świat kolejnych uczestników gry. Co ciekawe, mafia upatrzyła sobie Kubka i mordowała go bezlitośnie przy każdej okazji. Agul również nie miał łatwego życia; nikt mu nie wierzył, nawet jak mówił prawdę. Pani Gospodarz usiłowała wykorzystać towarzyszące grze emocje i pozbyć się kanapek. Niestety, towarzystwo było podejrzanie niechętne. 

Narastało napięcie związane z obiecanym przez Kasztanu kawałem o panu Marianie z kotłowni. Narastało i narastało, a tymczasem ze stołu zniknęły kanapki, a pojawiło się na nim domino. Przegrani mieli organizować następną imprezę. W połowie jednak wszyscy o grze zapomnieli, gdyż Kasztanu wreszcie zabrał się za opowiadanie kawałów. Kiedy skończył, nikt już nie wiedział, gdzie się znajduje, ani po co tu przyszedł. W związku z tym powróciła mafia. I nawet policji udało się ze dwa razy wygrać. 

Wybiła północ, a na stole w dalszym ciągu znajdowały się kanapki. Próbowaliśmy, próbowaliśmy, ale polegliśmy z kretesem. Trzeba było ewakuować się z poczuciem porażki...

Czekamy na artystyczne zdjęcia, których będzie koło setki, w tym kilka, które mogą stanowić dowód rzeczowy podczas rozprawy rozwodowej. 

Ogólnie--wielkie brawa dla pani Gospodarz i za wysiłek włożony w przygotowanie stosów jedzenia, i za cierpliwość względem wybryków zgromadzonych. Było pięknie. Nawet udało się za bardzo nie rozmawiać o pracy...

PS. Wobec pani Gospodarz ktoś miał chyba niecne plany, ponieważ w jej łazience pojawiła się tajemnicza granatowa szczoteczka. Szczoteczka była używana i nikt nie chciał się do niej przyznać. Nawet agenci nic nie wiedzieli...

PS2. Na koniec jeszcze zagraliśmy w grę karcianą "Uno", która też była świetna, oprócz momentu, w którym zainkasowałem 10 kart i moje szanse na zwycięstwo poszły się uprawiać stosunek.

4 komentarze:

Brittabella pisze...

Brawa nie brawa, ale Pani Gospodarz wciąż twierdziła, że jesteśmy "ledwi" :D

marcinuz pisze...

No, w jedzeniu kanapek to byliśmy ledwi :D

Maciek pisze...

Chyba Wy.

Ja byłem strasznie ledwy w tą nową grę, poraziła mnie intelektualnie.

Maciek pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.