
Dzieci, wystrzegajcie się tej marki, unikajcie jak ognia, zarazy i biur poselskich PiSu!
Ja się nie wystrzegłem. I co mnie spotkało? Wnerwienie, bezsenność i wykwity skórne w kącikach ust. GRRRRRRRR!
A zaczęło się tak pięknie, promocja w sklepie nie dla idiotów (ja to muszę na jakiś odwyk iść, bo mnie tam podejrzanie często ciągnie), ogólny zachwyt nad gabarytami i zwinnością sprzętu. Nic dziwnego bo wielkim, szumiącym i leciwym pudle marki Składak Inc. Pierwszy prztyczek to była nagrywarka, która ma problemy z... nagrywaniem. Otóż, jakich by się opcji nie ustawiło, zawsze nagrywa z tą samą, uniwersalną, minimalną prędkością, na dodatek z roztargnieniem osiemdziesięciolatka na valium, robi błędy na CDRach... Pomyślałem, że trafił mi się felerny egzemplarz, ale nie... ten typ (tj. Philips DVDcośtam) tak ma...
Potem się zaczęło... zaczęło się robić gorąco. Temperatura rosła i rosła, a specjalnie nie było wiadomo, dlaczego, skoro wiatraczek kręcił się jak opętany, a dopływu świeżego powietrza żadna skarpetka nie blokowała. Zanim wyczytałem na jakimś forum, w czym rzecz, było już po przysłowiowych ptakach. Tzn. system powiesił się na twardo (jak jajko, tyle że bez jajka), niebieski ekran symulował jakieś operacje na pamięci, dysk ostrzegawczo zaświecił diodę i... nic. Po dwudziestu minutach czekania na reakcję, wyłączyłem drania. A on odwzajemnił się, po włączeniu, komunikatem, że nie podłączyłem do niego twardego dysku. Hm. Nic to, pomyślałem, pojechałem (dla odmiany) do sklepu dla idiotów, zakupiłem nowy dysk, po pięciu godzinach ciężkich bojów z łyndołsem odpaliłem kompa i... zagrało. Co ciekawe, stary dysk okazał się 100% sprawny i do dzisiaj służy mi jako przenośny. Ale jako główny nie pójdzie.
Następnie przyszła pora na ni mniej, ni więcej, tylko lewy zawias. Najpierw pojawiła się rysa, potem pęknięcie, a na końcu całość trafił szlag, tak że mam teraz lapka, który musi być na stałe otwarty (gdyby spróbować go zamknąć, obudowa matrycy robi głośne krrrrrrk i się wdzięcznie rozczepia). Ciekawe, czy wymyślą kiedyś torby do przenoszenia laptopów na stałe otwartych...
No i teraz--teraz faza zdaje się terminalna (przynajmniej dla moich nerwów)--ślimakowatość postępująca.
Reasumując: unikajcie, drogie dzieci, nie dajcie się zwieść promocjom, namowom, przekonywaniom i takim tam. Omijajcie szerokim łukiem, spluwajcie przez lewe ramię, jeśli zobaczycie gdzieś takiego diabła, przechodźcie na drugą stronę ulicy, bacznie przyglądajcie się właścicielom tych bestii. Dobrze Wam radzę...
6 komentarzy:
Ale pomyśl w ten sposób: jaki masz teraz zajebiście oryginalny komputerek!
A dodatkowo dostaje kolega plusa za nowy utwór #1 na plejliście.
No tak... za oryginalność trzeba płacić :D
...3 plusy = piątka? ;)
(piosenka a propos tego, że ostatnio powtarzam ciągle "a niech to piorun trzaśnie!" :D)
...oczywiście na tym *beep* kompie piosenka zacina się co 15 sekund, więc ja akurat z przyjemnością jej nie posłucham.
Dzięki za ostrzeżenie, rozważałam Acera.... Pozostanę jednak przy Toshibie, chyba, że i o niej masz jakieś horrorystyczne opowieści...
Akurat Toshiba jest u mnie #1. Jak tylko szlag mnie (albo kompa) trafi ostatecznie, sprawię sobie jeden z ich modeli.
Ale jakby co mogę jakąś horrorystyczną opowieść wymyślić ;)
Nie, proszę, nie wymyślaj :)
Prześlij komentarz