wtorek, 15 lipca 2008

The sound and the fury


Na początku był dźwięk. Taki trochę jakby paznokciami ktoś po tablicy zapierniczał. Wiadomo, nic dobrego to nie wróży. Później przyszła furia, bo dźwięk powstał, gdy jeden troglodyta w ciężarówce z meblowego przejechał po lakierze mojej karocy, przy okazji taranując lusterko. Łoj, ale miałem ochotę puścić w ruch to, co uwidocznione jest po lewej. Ale jak tu bić łazęgę, który ledwo na nogach się trzymał ze strachu?

Cóż, jutro czeka mnie wizyta u lakiernika. Ciekawe, kiedy będzie mu się chciało popaćkać trochę farbą...

4 komentarze:

Brittabella pisze...

Oj, nie zazdraszczam... I w bólu się łączę....

marcinuz pisze...

Dziękuję, nieszczęście lubi, jak się je z kimś dzieli (nawet wirtualnie):D.

Brittabella pisze...

A tytuł tej notki po przetłumaczeniu to: Dźwięk fury? Tak?

marcinuz pisze...

Dokładnie. Tylko znam też takich, co tłumaczą to "Dźwięk gabloty". Co kraj to obyczaj :D