
Na początku był dźwięk. Taki trochę jakby paznokciami ktoś po tablicy zapierniczał. Wiadomo, nic dobrego to nie wróży. Później przyszła furia, bo dźwięk powstał, gdy jeden troglodyta w ciężarówce z meblowego przejechał po lakierze mojej karocy, przy okazji taranując lusterko. Łoj, ale miałem ochotę puścić w ruch to, co uwidocznione jest po lewej. Ale jak tu bić łazęgę, który ledwo na nogach się trzymał ze strachu?
Cóż, jutro czeka mnie wizyta u lakiernika. Ciekawe, kiedy będzie mu się chciało popaćkać trochę farbą...
4 komentarze:
Oj, nie zazdraszczam... I w bólu się łączę....
Dziękuję, nieszczęście lubi, jak się je z kimś dzieli (nawet wirtualnie):D.
A tytuł tej notki po przetłumaczeniu to: Dźwięk fury? Tak?
Dokładnie. Tylko znam też takich, co tłumaczą to "Dźwięk gabloty". Co kraj to obyczaj :D
Prześlij komentarz