sobota, 5 lipca 2008

W CZASIE DESZCZU...



...dresy się nudzą. A geeki robią różne geekowe rzeczy. Niektóre (typ kasztanowy) grają w gry planszowe, a inne czytają książki z gatunku SF/fantasy. 

Ja zaliczam się do grupy drugiej, więc można na mnie ostatnio natrafić na tapczanie w potarganym paperbackiem w łapach.  Ten paperback to w tym przypadku akurat siódma (i ostatnia, bo to septologia jest, moi drodzy) część Mrocznej Wieży Stephena Kinga. Jakimś strasznym fanem Kinga nie jestem, ale cykl powieści o rewolwerowcu Rolandzie i jego nowojorskiej ekipie szwendającej się po tym i paru innych światach, starając się dotrzeć do tytułowej Mrocznej Wieży wciągnęła mnie jak odkurzacz chomika. Nie miałem żadnych szans.

Historia zaczyna się od genialnego zdania: “The man in black fled across the desert… and the gunslinger followed”, które sugeruje prostą fabułę... która jednak do najprostszych nie należy. Mnogość postaci, wątków i miejsc zwala z nóg, a akcja zwalnia tylko dla złapania oddechu i zbudowania więzi czytelnika z bohaterami. Która, zresztą, na początku nie jest taka oczywista (bo Roland dla swojej Mrocznej Wieży gotów jest poświęcić życie dziesięcioletniego dziecka, a po drodze wyżyna w pień całe miasteczko, Eddie jest ćpunem, który na dodatek przemyca dragi dla pewnego mafioza, a Detta/Odetta/Susannah cierpi na ostrą schizofrenię).

Co ciekawe, można tu spotkać wątki i postaci z innych książek Kinga, a nawet samego autora, który najwyraźniej postanowił polecieć w kierunku krainy metafikcji. Nic to. Literackie ambicje autora na szczęście nie pomniejszają przyjemności czytania.

Dla geeków bardziej zorientowanych wizualnie ostatnio wyszła też graphic novel wydana przez znanego skądinąd Marvela, która jest prequelem Mrocznej Wieży (Stephen King’s Dark Tower: The Gunslinger Born). 

6 komentarzy:

Maciek pisze...

Septologia Kinga? Czyli 7 tomiszczy po 20,000 stron? Kurde, tematyka fajowa, ale objętość mnie przeraża. I przerasta chyba. Może spróbuję ten graphic novel?

marcinuz pisze...

Tak z grubsza to wygląda :D. Na zachętę pierwszy tom to tylko 200 stron. A ten graphic novel sam bym chętnie dorwał...

Maciek pisze...

Poszukałem nieco i wychodzi mi, że książka wyszła i jako graphic novel, i jako klasyczny komiks w odcinkach.

Widziałem kilka przykładowych grafik i niezgorzej to, panocku wygląda. Oj, niezgorzej!

marcinuz pisze...

Nie wątpię. Historia jest świetna, więc i grafików dobrych pewnie zebrali.
Jestem ciekawy, kiedy weźmie się za to jakiś reżyser--w roli Rolanda widziałbym Tommy'ego Lee Jonesa (w książce Roland określany jest jako "Old tall and ugly", wypisz wymaluj Tommy :D)

Maciek pisze...

To Tomi Li Dżons jest wysoki? Inną miałem koncepcję jego wzrostu :D

I osobiście widzę lepszego kandydata na "old, tall and ugly". Clint Eastwood. Howgh!

marcinuz pisze...

Wiesz, kruca bomba, co? Moim pierwszym wyborem też byłby Klint (nawet ta postać jest na nim wzorowana, o ile się nie mylę), ale odpadł z racji wieku.
A Tomi z naciskiem na agli, nie tol :D. Chociaż on ma taki sposób bycia, że sprawia wrażenie wysokiego (no, chyba, że stoi obok kogoś wysokiego)...