niedziela, 6 lipca 2008

NIE CIERPIĘ!


Kiedyś popełniłem pewien dłuższy tekst, którego elementem była litania rzeczy, które mnie, mówiąc delikatnie, wnerwiają. Postanowiłem co jakiś czas umieszczać jej fragmenty na łamach (hehe) niniejszego bloga. Oto część pierwsza.

Nie cierpię kolesi, którzy koszą trawę pod blokiem, cały dzień warcząc tymi swoimi maszynkami, aż człowiekowi odechciewa się życia i zaczyna myśleć o połknięciu koktajlu z żyletek. Albo oblaniu się benzyną i zapaleniu zapałki. Kiedyś (zaczynam brzmieć jak stary pierdoła, sorki) przyjeżdżał traktor z odpowiednim ustrojstwem dopiętym, przejeżdżał przez trawniki w trymiga i spokój. A teraz koleś zatacza się po tej rosnącej mu pod nogami murawie, przycina każde źdźbło osobno, bo płacą mu od godziny. I błogosławi sposób, w jaki nasz kochany rząd zwalcza bezrobocie. Kosztem moich uszu i nerwów.

c.d.n.


5 komentarzy:

Maciek pisze...

Rozumiem kolegę. U nas też tak pierdzą tymi swoimi maszynkami. I jest jeszcze śmieciara, co zawsze o 6.30 się tłucze. I kilku gości w typie orkiestry, co łażą między blokami i zakłócają ciszę swoją 'muzyką'. A także pan, co łazi od podwórka do podwórka i drze ryja 'Zieeeeeemniaki, ceeeeebula!'.

marcinuz pisze...

Ha, ten u nas drze ryja "Kartoooooofle, kartooooooofle!" A cebuli zdaje się nie prowadzi :D.
Do ekipy trzeba jeszcze dorzucić motorzystów bez tłumików. Chętnie bym im te tłumiki zamontował...

Brittabella pisze...

A jak taki pan kosi trawnik swoją pierdziawką i się idzie do pracy na ten przykład i się jest kobitą z gołymi nogami i taki kawałek trawki właśnie koszonej cię piźnie w tą gołą nogę... to ja zawsze muszę pysk otworzyć i panu bardzo grzecznie powiedzieć, żeby się bujał z tym swoim urządzeniem. Ja uwielbiam agregator w Kauflandzie (chodzi całą noc, a ja mam na niego okna od sypialni), w starym miejscu zamieszkania uwielbiałam moich sąsiadów - pan się kłócił z żoną na balkonie - zawsze w środku nocy, potem się tłukli, a rano szli za rączki się trzymając po chlebek - pani w ciemnych okularach z "pi.dą" pod okiem... ech...

Maciek pisze...

Jam również był ranion w ten sposób. Kiedyś otrzymałem cios w twarz jakimś kawałkiem drewna wystrzelonym spod kosiarki. Jak zwróciłem panu uwagę, to on odburknął tylko, że 'sie zdarza'. Już mu miałem zaaplikować prawy prosty i powiedzieć potem 'sie zdarza'.

marcinuz pisze...

Wow, widzę, że odblokowałem głeboko skrywane pokłady frustracji :P
...dodam tylko, że mnie pan z pierdziawką pewnego razu oblepił cały bok auta trawą, która momentalnie przyschła i trzeba ją było nożem ze skrobywaćl. Facio prawego prostego uniknął, przezornie ewakuując się, zanim zobaczyłem ten obraz nędzy i rozpaczy...
...się zdarza, znaczy shit happens...