poniedziałek, 21 lipca 2008

The Remains of the Day


Dzisiaj bez motywu przewodniego. Chyba, że taki wyłoni się w trakcie pisania, i w takim układzie: z. Zobaczymy.

Odczuwając efekty życia w wielkomiejskiej dżungli pod wpływem szalejącego efektu cieplarnianego w wiecznym stresie i niedoborze czasu wolnego, zapadłem był i poszedł w odwiedziny do mojej przychodni (czyli do ZOZu nr 10 zwanego też Przychodnią Koło Straży). Po dwudziestu minutach na deszczu (bo przecież do poczekalni nie wpuszcza się pacjentów przed świętą godziną 7:25, kiedy to swoją pracę rozpoczyna rejestracja), następnych dwudziestu w kolejce do okienka, otrzymałem jubileuszowy numer 10 i zapewnienie, że pani doktor przyjmie mnie około 9. Nawet zadowolony z takiego obrotu sprawy, wróciłem do domu, sumiennie się w nim poopierniczałem i wróciłem do przybytku hipokratejskich ideałów. Najpierw profilaktycznie zerknąłem na listę przyklejoną na drzwiach gabinetu (o dziwo, znajdowałem się na liście), a następnie jak aniołek zapytałem troje leciwych niewiast (przekrój demograficzny pacjentów rozbijających się o ściany przychodni sugerowałby raczej poradnię geriatryczną, a nie ogólną), który to numer jest aktualnie obsługiwany. Pierwsza z brzegu odpowiedziała: "bo to się tak już pokiełbasiło, każdy wchodził, jak chciał, że teraz wchodzimy według tego, kto pierwszy przyszedł". No tak, pomyślałem, przy szalonej liczbie trzech pacjentów, nie udałoby się ustalić, kto jakie miejsce zajmuje na wspomnianej liście i kto najpierw powinien do gabinetu wejść. Bo niby jak? Zawsze to łatwiej komitet kolejkowy utworzyć, niż trzymać się jakiejś głupiej listy...

A za oceanem rozpoczęło się tymczasem mrocznorycerzowe szaleństwo. Na dobry początek nowy Batman pobił rekordy Spidermana 3. Tu się ucieszyłem, bo akurat za Spideym nie przepadam (może to efekt mojej arachnofobii, a może po prostu efekt). Dużo milionów znaczy zarobił. Krytykę zachwycił też, aż pojawiły się głosy, że Jokera trzeba będzie nominować. Jestem za, z całego serca. W trailerach wymiata, jak cała reszta zresztą (bez reszty). I tylko polski dystrybutor zawalił, bo na premierę kinową będziemy czekali 3 tygodnie (premiera internetowa już się odbyła, ale nie uczestniczyłem; Mroczny Rycerz w wersji kamerzystej na 15 calach to zbrodnia). Usiłowałem sobie jakoś to opóźnienie wytłumaczyć i wyszło mi, że to wszystko przez długość filmu. Po prostu taśma nie zmieściłaby się do samolotu, więc zapakowali ją na statek i teraz sobie spokojnie płynie transatlantykiem... Czekamy, waszmość Wayne, czekamy.

To chyba tyle. Motywu przewodniego nie odnalazłem (chyba że byłoby to czekanie). A może ktoś z Was, drogie dzieci, jakiś znalazł?

4 komentarze:

Maciek pisze...

W kwestii klimatu polskich obrządków kolejkowych i ludzi ich kultywujących mam zawsze jedno podumowanie: ale bym ich wszystkich bił!

Teraz w kwestii nietopyrka. Nigdy nie należał on do moich ulubionych tworów komiksowych (może to efekt wspierania przeze mnie konkurencyjnej wytwórni komiksów?), ale to, co zobaczyłem w trailerze, strasznie mnie zachęciło. Mam nadzieję, że film w sensie klimatu dorówna zapowiedziom.

marcinuz pisze...

No widzisz, a ja miałem 10 lat jak wyszedł pierwszy Batman i coś z tego dziecinnego zachwytu zostało... oczywiście, dwa knoty Joel Schumachera mocno nadwerężyły moje zaufanie do serii, ale Batman Begins skutecznie je odświeżyło.
Konkurencję też lubię... wybiórczo, of kors :D

Maciek pisze...

Tu Ci podaję zaległego linka, wymaganego do konfrontacji Wschód - Zachód:

http://youtube.com/watch?v=ZA1NoOOoaNw

Endżoj!

marcinuz pisze...

Ooo, konfrontacja ciekawa, chociaż wydaje mi się, że Wschód wysłał niezwykle energicznego wojownika i zrobił wyraźniejsze wgłębienie na moim poczuci estetyki ;D
Dzięki za linka. Pokulgałem się troche przed komputerem :D