Piątkowym popołudniem ekipa CST zebrała się celem zebrania owoców całorocznej harówki.
Zaczęło się oczywiście od problemów z dojazdem, gdyż okolice ulicy Jaskółek w Sosnowcu znane są jedynie stałym bywalcom i nawet nie ma specjalnie kogo zapytać o drogę. Ale, po zrobieniu kółka dookoła miejsca imprezy jej organizator do nas zamachał zza płotu i zaparkowaliśmy.
Potem część oficjalna--rozdanie dyplomów. Niektórzy nawet zdziwili się in plus swoimi ocenami. Wszyscy natomiast podziwiali formę samych dyplomów, które otrzymaliśmy w skórzanych portfoliach.
Potem--zabawa na całego. Najpierw rozgorzała dyskusja na temat maszyny do lodów w Ikei, która zachęca, żeby sobie zrobić samemu. Z czego, ku uciesze całej bandy, niektórzy skorzystali. Intelektualne tematy leciały jeden za drugim, mózgi się grzały (i były chłodzone za pomocą starych, żołnierskich sposobów), czas mijał, słońce zachodziło. Posililiśmy się jak należy potrawami z gryla (i nie tylko, bo i dla wegetarian coś się znalazło), po czym powróciliśmy do naszych dyskusji.
Było miło, zabawnie, sentymentalnie, a nawet pikantnie, jak to na spotkaniach translatorskiej ekipy. Następny raz na koniec sierpnia. Oby frekwencja dopisała.
PS. Było nas więcej, niż sugerowałoby zdjęcie :D

4 komentarze:
I Ty też sobie zrobiłeś loda? Samemu? Pozdro sto trzydzieści!
Niestety, muszę z zażenowanie przyznać, że nigdy nie byłem w Ikei...:P
No, ja nie chciałam o tym własnoręcznym (?) lodzie nic pisać, bo kobiecie jakoś tak nie wypada ... :D
Wiem natomiast jedno - ja już mojego chłopa do Ikei nie puszczę!
Co ciekawe, temat wywołały i rozwinęły kobiety...:D
Prześlij komentarz