poniedziałek, 14 lipca 2008

The art of...

 Ponieważ jednym z moich hobby (hobbich?) jest tłumaczenie, z ciekawością obserwuję poczynania naszych speców od przekładania tytułów filmów. Oto najciekawsze propozycje na najbliższe miesiące:

- Then She Found Me

Polski tłumacz najwyraźniej miał problemy z czasami, bo wyszło mu ni mniej, ni więcej, tylko: Kiedyś mnie znajdziesz. Na domiar złego coś stało się z zaimkami... 

- Look both ways. Wydawałoby się, że prosta sprawa. Przechodząc przez ulicę patrzymy w lewo, w prawo i jeszcze raz w lewo. Jednak z drugiej strony... może nam się przydarzyć przetłumaczyć ten tytuł jako... Z drugiej strony

- The Bank Job. Tutaj tłumacz dokonał skoku stulecia, bo inaczej się tego nazwać nie da. Pogłówkował, pogłówkował i napisał: Angielska robota. I całkiem słusznie, ktoś widział może kiedyś napad na bank, w którym nie brał udziału jakiś Anglik?

- Made of Honor. Trudna sprawa, gra słów w tytule. Więc może po prostu podeprzeć się starym tytułem, podmienić płeć i richtig: Moja dziewczyna wychodzi za mąż. Wszelkie prawa zastrzeżone.

My Mom's New Boyfriend. Very tryki. Zwodniczo prosty. Ale naszych tłumaczy to nie zwiedzie. Główkujemy dalej i jest! Voila! Centralne biuro uwodzenia. CBU????

Fly Me to the Moon.  Tu już w ogóle ból głowy, bo chwila nieostrożności i może wyjść coś w stylu "Przeleć mnie na księżyc". Na szczęście, tłumacz wykazał się czujnością: Kosmiczna przygoda

Blindness. Kolejne podchwytliwe zadanie. I kolejny triumf rozumu nad materią. Oglądamy film i już wiemy, że nie chodzi tu bynajmniej o ślepotę, a o całe... Miasto ślepców. Jeśli ktoś zna namiary na owe miasto, niech wyśle do pierwszego z brzegu okulisty.

- Time to Kill. Kolejny problem. Cholera, już taki film kiedyś był. I co by tu zrobić, żeby widz się nie pomylił? Jak to co? Kombinujemy. I jest, całkiem oryginalne Ostatnie zlecenie.

-Passengers. I co tu począć z tymi pasażerami? Ano, oglądamy film. I już wiemy, że zostali  Ocaleni. Dla dobra tłumacza, mam nadzieję, że nie stało się to na samym końcu filmu...

Happy - Go - Lucky. Niełatwo, idiom, niełatwo. Ale co to dla nas. Wyprowadzamy prosty łańcuch logiczny i wiemy, że szczęście to mają tylko gupki. Lekka transformacja i jest: Głupie szczęście

Underdog. Na koniec megawypas. Kunszt tłumaczeniowy czystej wody. Któż inny wymyśliłby coś takiego, jak: Ultrapies? W kolejce pewnie czekają Hiperwiewiórki i Gigakanarki.


5 komentarzy:

Brittabella pisze...

Mówi się jedno z moich hobbów, nie wiedziałeś?

Oj, tytuły filmów.... "Analyze this" - Depresja gangstera, hehehe, kunsztowne.
Z "Die hard" się trochę zrobili, bo nie spodziewali się, że będą następne części i to niekoniecznie w "szklanym wieżowcu".
O "Wirującym seksie" nie wspomnę, bo to jak gdyby oczywista oczywistość, nie?

Dawno temu oglądałam w TV jakąś galę rozdania nagród dla amerykańskich aktorów telewizyjnych. Przekaz był na żywo, w studiu w Polsce siedział tłumacz i, jak mu się zdawało, tłumaczył. W pewnym momencie zapowiedziano aktora (lub aktorkę, nie pamiętam) z serialu "The bold and the beautiful", który u nas leci jako "Moda i sukces". Ale pan tłumacz refleksu nie miał i przetłumaczył tytuł jako "Łysy i piękna". Od tego czasu inaczej tego serialu nie nazywam :P.
A są jakieś nagrody dla najbardziej oryginalnych tłumaczy? Bo temu panu się coś należy za jego finezję :)

marcinuz pisze...

ten "Łysy i piękna"--bezcenne :D

...nagrodę trzeba będzie ufundować, bo rzeczywiście się należy :D

Maciek pisze...

O, poruszył kolega temat-rzekę. Od siebie dodam jedynie:

'Prison Break' (Skazany na śmierć)
'Million Dollar Baby (Za wszelką cenę)
'Eternal Sunshine of the Spotless Mind' (Zakochany bez pamięci)

Ponoć w Chinach bondowski epizod z Dr. No tłumaczono swego czasu jako 'Nie chcemy doktora'. Gdzieś chyba o tym czytałem.

ginewra pisze...

Mnie jakoś zawsze rozkładało "Straight Story" - Prosta historia, wszystko fajnie, gdyby nie to, że główny bohater nazywał się Straight właśnie. Proste, czyż nie?

Ale i tak "Łysy i piękna" prowadzi w tym konkursie:)

marcinuz pisze...

A tak, Straight Story to był twardy orzeszek, lepiej było zostawić chyba w oryginale (dobry film, by the way).

A "Million Dollar Baby" pasowałby bardziej "Za wszelką szczenę", bo to o boksie przecież było :D